Bazarowicze mają dość!

Trzeba być wyjątkowo pracowitym samorządowcem, aby zmotywować kilkadziesiąt osób do ulicznego protestu i prawdopodobnego paraliżu komunikacyjnego miasta. W najbliższy wtorek planowany jest w okolicach targowiska przygranicznego protest. Ludzie związani z kostrzyńskim bazarem chcą w ten sposób „podziękować” lokalnym samorządowcom za ich postawę w czasie kryzysu wywołanego koronawirusem.

Od marca do maja kostrzyński bazar był zamknięty. Przez te trzy miesiące, w ramach pomocy, obniżono czynsze o połowę (z 200 na 100 zł za jedno stoisko). W tym czasie wiele kostrzyńskich rodzin żyjących ze sprzedaży na bazarze przeżywało okres niepewności. Administrator targowiska (MZK) z obawy na „niewypłacalność” swoich bazarowych dzierżawców wypowiedział nawet umowę z miastem na swoje usługi. Latem poprawiła się sytuacja i życie na bazarze prawie wróciło do normy. Dramatyczna sytuacja wróciła wraz z jesienną falą Covida. Na rynku ruch praktycznie zamarł, nawet w sobotę sytuacja jest dramatyczna (zdjęcie z soboty, godz. 12). Jak tym razem burmistrz planuje pomóc mieszkańcom z bazaru? Od załamanych sytuacją ludzi miejska spółka chce zaliczek od 800 do 5 tysięcy złotych kaucji za ewentualne zaległości. Kaucja dotyczy jednego stanowiska. Dla przypomnienia – potocznie nazywa się to „kopanie leżącego”. Skąd taki pomysł? Zdarzają się przypadki, że obcokrajowcy z bazaru wyjeżdżają i nie płacą czynszu, stąd tworzą się kilku tysięczne zaległości. Stąd właśnie pomysł na tzw. „gwarancję solidarnościową”. Irytująca jest także postawa włodarzy, którzy zirytowanych bazarowiczów odsyłają do MZK, a miejska spółka do burmistrza, tworząc popularną „spychologię”. Zazwyczaj bazarowicze dzierżawią kilka miejsc i statystycznie będą musieli zapłacić po kilka tysięcy złotych już od listopada. Właściciele bazarowych „blaszaków” nigdy nie chcieli specjalnej pomocy od miasta. Zawsze potrafili sobie poradzić sami. Niestety na rzucane „kłody pod nogi” nie są już odporni, zarówno finansowo jak i psychicznie. Z tego powodu we wtorek chcą „podziękować” miejskim samorządowcom. Kostrzyn będzie prawdopodobnie pierwszym miastem w Polsce, który zamiast pomagać swoim podmiotom gospodarczym w okresie pandemii, celowo chce im utrudniać życie. Wszystko po to, aby jak co roku, miejska spółka mogła sobie wypracować kilka milionów złotych rocznego zysku, a burmistrz Kunt mógł sobie napisać coroczne przesłanie do mieszkańców jak świetnie zarządza miastem.

 

 

 

Dodaj komentarz

Autor
IP
Email Pokaż email
Komentarz