Rok 2013 w gospodarce odpadów to data przełomowa. Od tego momentu gminni włodarze od ustawodawcy otrzymali pełne kompetencje w zarządzaniu i kreowaniu lokalnej polityki odpadowej. Dla miast z własną spółką specjalizującą się w wywozie śmieci otworzyły się obiecujące perspektywy w kreowaniu ekologicznych rozwiązań. Niestety Kostrzyn nad Odrą nawet nie podjął próby stworzenia ambitnej polityki wywozu i zagospodarowania odpadów komunalnych; a ostatni przetarg na wywóz śmieci tylko to potwierdził.
W połowie zeszłego roku burmistrz Andrzej Kunt ogłosił trzyletni przetarg na wywóz odpadów z miasta. Po rozstrzygnięciu wyników MZK, według miejskich kryteriów, zajęły trzecie miejsce i jednoznacznie straciły szansę na obsługę kostrzynian. Wygrała firma spod Poznania. Drugie miejsce przypadło gorzowskiej spółce, która odwołała się do Krajowej Izby Odwoławczej przy Urzędzie Zamówień Publicznych powołując się na błędy formalne, które umknęły kostrzyńskim urzędnikom.
KIO przyznało rację firmie z Gorzowa. W tych okolicznościach MZK postanowiło się także odwołać, twierdząc, że gorzowski konkurent nie spełnił wszystkich wymagań. Krajowa Izba Odwoławcza tym razem nie dopatrzyła się formalnych uchybień. Po ponad półrocznych zawirowaniach od 1 marca 2026r. przez trzy lata odpady w Kostrzynie będzie wywoziła gorzowska firma Albar.
Miejskie Zakłady Komunalne przegrały ogłoszony przez burmistrza Kunta przetarg o około 13 tysięcy złotych. Najtańsza oferta wynosiła 7 milionów 189 tys. MZK zaproponowały kwotę 7 milionów 203 tys.
W tym miejscu część mieszkańców może powiedzieć – doskonały gospodarz, zaoszczędził 13 tysięcy złotych, fantastycznie! W rzeczywistości miejska spółka, która w 100% należy do miasta będzie musiała pozbyć się kilku śmieciarek i zwolnić część załogi (wciąż będzie wywoziła odpady z Górzycy i Słońska). Podatek z gorzowskiej firmy zasili Gorzów Wlkp., a nowi pracownicy na pewno w swoich PIT-ach nie zadeklarują Kostrzyna nad Odrą jako miejsca zamieszkania. To tylko niewielki aspekt tej historii, zwłaszcza, że Burmistrz Kunt tak „ochoczo” zachęca do płacenia podatków właśnie w Kostrzynie. Osobiście nie znam podobnej gminy posiadającej spółkę od „śmieci”, która ich nie wywozi w swoim mieście. Dlaczego? Prawdopodobnie każdy burmistrz, prezydent czy wójt dba o rozwój swojej lokalnej firmy i chce mieć wpływ na kreowanie ekologicznej odpowiedzialności wśród mieszkańców. Wygląda na to, że nasz burmistrz od wprowadzenia nowej ustawy śmieciowej jest obrażony na ustawodawcę, który nalega, aby zajmował się takimi prozaicznymi, brudnymi dziedzinami. Jak na ironię miejska spółka nie „leżała” i czekała na przetarg. Z własnych środków wybudowała PSZOK, Zakład Ochrony Środowiska przeniósł się na ulicę Sportową, gdzie dysponuje większymi możliwościami logistycznymi. Część śmieciarek zasilana jest gazem ziemnym CNG. Na terenie bazy wybudowano nawet dystrybutor na tę instalację. Wyremontowano budynek dla potrzeb sanitarnych pracowników itp. Zrobiła więcej niż wymagał od niej właściciel spółki.
Burmistrz Kunt twierdzi, że wszystko jest w porządku. Argumentuje, że Krajowa Izba Odwoławcza dwukrotnie sprawdzała ten przetarg. Można nawet się cieszyć. Tak samo, jak niektórzy cieszą się z nieszczęść swoich sąsiadów.
Co zmieni się od 1 marca. Na „dzień dobry” podwyżka z 36 na 42 złote. Jak to wyliczono? Banalnie prosto. Potrzebną kwotę podzielono przez ilość płacących za śmieci mieszkańców i wyszło 42. Bez żadnej próby rozwiązania problemu kilku tysięcy „zaginionych” deklaracji. Uchwałę o podwyżkach przegłosowali radni burmistrza ze swoimi wiernymi sympatykami. Praktycznie bez żadnej sensownej dyskusji. Tak jakby nie był to problem godny miejskiej inteligencji. Co jeszcze? Z centrum znikną tzw. „igla”, zastąpią je tradycyjne pojemniki na odpady. Mieszkańcy domków jednorodzinny będą musieli sobie gdzieś wyeksponować nowy harmonogram wywozu surowców wtórnych – szkło, papier, plastiki i „bio” będą odbierane osobno, każdy w innym dniu. Na szczęście będą mieli 3 lata, aby zapamiętać, który worek o poranku z radością zawiesić na swoim płocie.
Bartosz Gajewski