Śmieci w centrum uwagi

Dyskusja o sposobie naliczania opłaty za wywóz odpadów komunalnych jest wciąż żywa w polskich samorządach. Coraz więcej gmin zaczyna preferować sposób jej naliczania na podstawie zużycia wody. Niestety nie ma idealnego rozwiązania, ale dla niektórych miejscowości metoda „za wodę” wydaje się najbardziej sensowną alternatywą. Szczególnie dotyczy to miejscowości ze sporą rotacją tymczasowych mieszkańców i znacznie niedoszacowanej populacji ludności.Na początku roku kostrzyńscy radni zdecydowali się, zgodnie z propozycją burmistrza Kunta, aby nie zmieniać sposobu naliczania opłaty za wywóz odpadów. Mieszkańcy płacą za śmieci na podstawie składanych deklaracji. Kostrzyńska opłata za mieszkańca w wysokości 42 złotych i należy do jednych z wyższych w CZG-12. Czym radni burmistrza argumentowali ostatnią podwyżkę? - płacimy więcej ponieważ jakość i poziom obsługi wywozu odpadów w Kostrzynie jest „większy”. 

Poniżej prezentujemy fragment ogólnopolskiego artykułu z Portalu Samorządowego pl. autorstwa Piotra Toborka „Mieszkańcy przestaną się myć? Metoda naliczania opłat budzi wielkie emocje”:
W gminach, gdzie nawet ponad 10 proc. mieszkańców unika płacenia za odpady, opozycja nawołuje do wprowadzenia rozliczenia od wody. Tam, gdzie metodę od wody wprowadzono, opozycyjni radni krzyczą o niesprawiedliwości. Takie rozwiązanie budzi sporo emocji. 

Opłata śmieciowa od wody w Augustowie. Skąd protesty mieszkańców?
Podobne problemy i dyskusje wokół metody od wody toczone są m.in. w Tomaszowie Mazowieckim, Gorzowie Wielkopolskim i Gliwicach. Wielu mieszkańców, a co gorsza radnych, nie rozumie (lub nie chce zrozumieć), że opłata rośnie nie z każdym zużytym litrem wody, a po przekroczeniu limitu, który zwykle wynosi 3,5 m sześc. na osobę.
Dodajmy, że w tym samym czasie w wielu innych gminach trwają narzekania na metodę „od mieszkańca”. W Kostrzynie przekonują, że miasto stało się „sypialnią” dla pracowników, którzy nie są zgłoszeni do systemu, a Biuro Gospodarki Odpadami Komunalnymi od lat nie jest w stanie ograniczyć szarej strefy. Konsekwencją jest to, że osoby uczciwie płacące za śmieci finansują tych niepłacących - chodzi o około 1,3 mln zł rocznie.
Jedynym sposobem na zjawisko rotacyjności mieszkańców jest wprowadzenie metody rozliczania opłaty za odpady komunalne na podstawie zużytej wody. Taką metodę przyjął m.in. Szczecin (ze względu na znaczną liczbę studentów) oraz miejscowości turystyczne - cytuje jednego z radnych lokalny Kostrzyński Flesz.
Metody naliczania opłat za odpady. Dlaczego gminy szukają alternatyw?
Jak widać metoda od wody staje się - w gminach, które ją wprowadziły - źródłem wszelkiego zła, a z drugiej strony - nadzieją na poprawę sytuacji tam, gdzie nie sprawdza się metoda od mieszkańca.
Jakie są wady i zalety ustalania opłaty za odpady na podstawie metody od wody? Metoda naliczania opłat za odbiór odpadów komunalnych na podstawie zużycia wody jest szczególnie korzystna w gminach, gdzie trudno jest precyzyjnie ustalić liczbę mieszkańców faktycznie zamieszkujących nieruchomości. Chodzi głównie o miejscowości wypoczynkowe, w których okresowo pojawia się dużo turystów, wytwarzających odpady w miejscu pobytu, ale nie tylko, bo stosowana jest także w dużych miastach, gdzie wielu mieszkańców unika opłaty, zaniżając liczbę lokatorów w deklaracjach.
Zaletami metody są wiarygodność danych i sprawiedliwość społeczna - metoda odzwierciedla rzeczywiste zużycie zasobów, a nie opiera się na oświadczeniach mieszkańców. Umożliwia ponadto weryfikację składanych przez mieszkańców deklaracji w oparciu o niepodważalne zużycie wody.
Kolejne jej plusy to:
szczelność systemu - naliczona opłata obejmuje wszystkich faktycznych użytkowników nieruchomości, nawet tych, którzy nie są zameldowani;
elastyczność rozliczeń - opłaty mogą być korygowane na podstawie rzeczywistego zużycia wody w określonych okresach rozliczeniowych;
ekologiczne podejście - ponieważ opłata naliczana jest od zużycia wody, zachęca do oszczędności wody.
Jak każda z czterech metod zapisanych w ustawie, tak i ta ma jednak swoje wady. Przede wszystkim ze względu na częste zmiany deklaracji. Bez wątpienia metoda ta rodzi więcej obowiązków dla mieszkańców i zarządców nieruchomości. Obowiązkowo, okresowo wymaga korekty deklaracji przy zmianie ilości zużywanej wody (np. weryfikacja co kwartał). Wadą jest także to, że dane są zmienne - zużycie wody może być nieregularne, co komplikuje prognozowanie wpływów do budżetu. Mogą także wystąpić problemy z rozliczaniem domów korzystających z własnych ujęć wody lub mających wspólne liczniki. Przeciwnicy metody mówią także o jej niesprawiedliwości w przypadku osób, które używają wody np. do podlewania ogrodów, napełniania basenu. No i metoda ta ma górny limit opłaty - maksymalna stawka, jaką może zapłacić właściciel nieruchomości, to 208,90 zł miesięcznie na gospodarstwo domowe, co ogranicza rzeczywiste naliczanie opłat. Limit - który z kolei zdaniem wielu jej zwolenników popsuł metodę - to efekt politycznych rozgrywek. Wprowadził go za zarządów PiS-u wiceminister Jacek Ozdoba, po tym, jak Warszawa chciała wdrożyć u siebie metodę wodną.
Eksperci o opłacie śmieciowej od wody: kto zyskuje, kto traci?
Mimo swoich wad ustalanie opłaty na podstawie zużycia wody znajduje jednak uznanie w oczach ekspertów.
Dr Jacek Pietrzyk, ekspert Business Centre Club ds. gospodarki odpadami, mówi:
Każdy, kto żyje normalnie, zwykłym trybem, nie kradnie wody, nie prowadzi działalności gospodarczej niezarejestrowanej, na którą zużywa wodę - nie odczuje zmiany z metody od osoby na metodę wodną w opłatach. Ale jak będzie mieszkał z gośćmi, których nigdy nie zgłosi, no to automatycznie tej wody będzie zużywał więcej i zapłaci więcej.
Zdaniem naszego rozmówcy metoda od wody powinna służyć jednak tylko do weryfikacji, a podstawą do nakładania opłaty za odpady powinien być nasz PESEL.
- Jeżeli „jesteś PESEL-em” na terenie kraju, ale nigdzie nie płacisz za odpady, to system powinien to wyłapać i wtedy powinieneś zapłacić na konto Narodowego Funduszu, a on dystrybuuje te środki. Opracowałem projekt takiej ustawy już jakiś czas temu, ale niestety nie da się u nas w gospodarce odpadami doprowadzić do skutecznej weryfikacji. Tłumaczy się to ochroną danych osobowych - RODO jest przeszkodą nie do przeskoczenia
- podkreśla Jacek Pietrzyk.
Także Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady Regionalnych Instalacji Komunalnych, stwierdza, że metoda od wody jest jego zdaniem najbardziej sprawiedliwa.
- Zużycie wody jest nieodłącznie związane z zamieszkiwaniem nieruchomości przez określoną liczbę osób. Bzdurą jest argument, że ludzie się nie będą myli. Mamy tutaj w naszym związku miasto Turek, które tę metodę wprowadzało. Spadek użycia wody po wprowadzeniu rozliczenia od wody wyniósł niecałe 10 proc. - czyli niewiele. Pewne ograniczenie wyniknęło zapewne z tego, że mieszkańcy zostali zmobilizowani do uszczelnienia cieknących kranów czy innych nieszczelności. Nikt się nie przestał myć, a wykryto dzięki temu mnóstwo nieprawidłowości
- przekonuje.
Jak dodaje, w tej metodzie norma na osobę to zwykle 3,5 m sześc. na miesiąc, czyli ponad sto litrów dziennie. - A to jest ciągle bardzo dużo - stwierdza nasz rozmówca.
Zdaniem Piotra Szewczyka weryfikacji nie wytrzymuje też inny argument przeciwko tej metodzie: - Mówi się, że podlewamy trawnik czy grządki, a płacimy za odpady. Z tym nie ma problemu, bo każdy może założyć podlicznik, co się zresztą podwójnie opłaca, bo mniej płaci wtedy także za kanalizację - przekonuje.
A spytany o protesty i krytykę omawianej metody, ekspert mówi:
- Metoda wodna jest korzystna zwłaszcza w gminach turystycznych, bo niestety wiele osób deklaruje, że mieszkają w lokalu dwie osoby, a wynajmują go turystom. I być może to ci najbardziej gorąco protestują.
A protesty radnych?
- Raczej nie sądzę, że radni nie rozumieją, o co w tej metodzie chodzi, to niestety taka mała polityczna gra, u nas wszystko się wciąga do polityki i jak się jest w opozycji, to się jest przeciw, bez względu na fakty - odpowiada.
Kto korzysta z metody wodnej? Są małe miasta, ale i metropolie
Z metody tej często korzystają gminy turystyczne - Sopot, Kołobrzeg, Świnoujście, Mielno, Ustka, Karpacz. Pozwala ona bowiem wyegzekwować opłatę za odpady od turystów, którzy nie zostali przez właścicieli nieruchomości zgłoszeni do gminnej ewidencji. Coraz częściej korzystają z niej także większe miasta mające problem z weryfikacją mieszkańców w przypadku metody od osoby w zabudowie wielolokalowej. Takie rozwiązanie stosują na przykład Częstochowa, Mińsk Mazowiecki, Łódź, Lublin czy Szczecin.

Bartosz Gajewski

 

Dodaj komentarz