Na przełomie sierpnia i września 1936 r. odbył się spływ kajakowy z Międzychodu do Berlina. Jego uczestnicy przepłynęli Wartą do Odry, a następnie dotarli kanałami do stolicy Niemiec, gdzie mieli możliwość obserwowania igrzysk olimpijskich*. W spływie wziął udział także Jędrzej Giertych**. Ten fakt historyczny odkrył w 1991 roku prof. dr hab. Bohdan Halczak z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Przedstawiam Państwu wybrane fragmenty dotyczące tego wydarzenia z artykułów Pana Profesora Bohdana Halczaka. Uczestnicy spływu kajakowego, gdy przybyli do Kostrzyna nad Odrą zatrzymali się zapewne na ówczesnej przystani niemieckiego klubu wioślarskiego Cüstriner Ruder-Club - obecnie Klub Żeglarski „DELFIN” ***.
„Rozpytywałem się w Międzychodzie jakie jest położenie ludności polskiej za kordonem w tutejszej okolicy. (Goraj i Przytoczna nie leżą nad Wartą, nie miałem więc sposobności zasięgnąć języka na miejscu). Powiedziano mi, że w całej strefie pogranicznej, aż po Babimost na południe, pierwsze chwile rządów hitlerowskich były dla ludności polskiej okresem najcięższym ze wszystkich dotychczas przeżytych. (...) Niektórych Polaków starano się po prostu złamać, urządzając im noc w noc rewizje, nękając ich ciągłymi, bezzasadnymi aresztowaniami itd. Po zawarciu polsko-niemieckiego porozumienia stosunki te uległy podobno pewnej poprawie, położenie jednak ludności polskiej w dalszym ciągu nie jest godne zazdrości. Po załatwieniu formalności na komorze niemieckiej, jedziemy już bez przeszkód szerokim nurtem Warty, (…)
„Dzisiejszy Santok (po niemiecku Zantoch) jest wsią. W prawdzie zamożną, dużą i ludną, ale tylko wsią... (...) Dzisiaj, od roku bodaj, prowadzone są na miejscu dawnego Santoka prace wykopaliskowe. W Landsbcrgu, pobliskim, dużym mieście niemieckim, mówi się o nich jak o wykopaliskach “elner slawischen Burg ” (grodu słowiańskiego). A tym czasem nie był to gród nieskrystalizowanej jeszcze i nie podzielonej na narody Słowiańszczyzny. Był to po prostu gród polski! (...)
„ … Przejeżdżając kajakiem przez Landsberg (Gorzów Wielkopolski) ujrzeliśmy tam olbrzymi ruch portowy, mnóstwo parowców i holowników i dziesiątki berlinek, przycumowanych do miejskich nadbrzeży nie tylko jedna za drugą, ale też burta o burtę. Gdyby nie brak statków morskich, port rzeczny w Landsbergu sprawiałby wrażenie niektórych basenów portowych w Gdańsku. Nic dziwnego! Jak wykazuje statystyka, rocznie zawija do Landsbergu półtora tysiąca statków, a obrót towarowy w porcie wynosi 120 tys. ton, co jak na port rzeczny, jest cyfrą bardzo wysoką. (..,) Zatrzymaliśmy się w Landsbergu, jak na wycieczkę turystyczną, dość długo. Zwiedziliśmy dokładnie to miasto, miłe, tonące w zieleni bardzo pięknych parków, a nie pozbawione też i paru wartościowych zabytków przeszłości, na czele z pięknym kościołem z trzynastego wieku, a więc wieku w którym Landsberg założono, obszerną budowlą w stylu ceglanego gotyku. Godne uwagi są też w Landsbergu liczne najnowsze urządzenia, jak np. wspaniała, kryta pływalnia, jakiej mogłaby temu miastu pozazdrościć Warszawa. Ale te urządzenia nie zostały pobudowane z pieniędzy podatkowych, których na tego rodzaju luksus wydawać się nie godzi. Zamożne Niemcy tym się różnią od ubogiej Polski, że na cele, nie stanowiące pierwszej potrzeby, groszem wyciskanym z ludności przez egzekutorów podatkowych nie szafują.
Pływalnia, a także najpiękniejszy i największy z miejscowych parków, oraz mnóstwo innych rzeczy, ufundowane zostały oraz podarowane miastu przez człowieku prywatnego, założyciela i właściciela wielkiej miejscowej fabryki Juty, zmarłego przed paru laty w podeszłym wieku, niejakiego Bahra. Człowiek ten dorobił się dosłownie z niczego, rozwijając stopniowo swój niewielki warsztat do rozmiarów wielkiej fabryki. Z dobytego, olbrzymiego majątku nie użył jednak na cele egoistyczne, lecz poświęcił go na upiększenie i zagospodarowanie rodzinnego miasta. (…) Opuściliśmy Landsberg wczesnym rankiem. Drogę mieliśmy przed sobą długą, ale dość monotonną. Warta przebiega tu przez rozległy obszar dawnych błot. (…). Błota te osuszył Stary Fryc, zamieniając na coś w rodzaju starych Żuław czy Holandii … Jedynym urozmaiceniem są tu … nazwy okolicznych wiosek (…) Wioski te, malusieńkie, będące właściwie tylko skupieniami luźno rozrzuconych gospodarstw, nazywają się Jamajka, Ceylon, Porto-Rico, Sumatra, Jawa, Saratoga, Pensylwanja, New-York, Boston**** itd. Jest tych nazw bodaj kilkadziesiąt. Podobno Stary Fryc ponadawał je w przystępie dobrego humoru, osiedlając na osuszonych przestrzeniach błot osadników, którzy mieli zamiar emigrować za Ocean, a którym przez roboty melioracyjne stworzono możność stania się kolonistami uprawiającymi „nową ziemię” w kraju...”.
„ … Do Kistrzynia (obecnie Kostrzyn — przyp. red.) przybyliśmy przed wieczorem.
Kistrzyń, jest to miasto i dawna twierdza, położona w widłach Warty i Odry. Nie przypuszczałem wcale, by w tej prowincjonalnej, pruskiej mieścinie zachowało się tyle czaru dawnych czasów. Pod względem architektonicznym Kistrzyń to prawdziwie uroczy zakątek. Renesansowy zamek o prześlicznym dziedzińcu, a w nim cudowne, marmurowe odrzwia bram i wejść, malownicze, stylowe wieżyczki, przestronne, sklepione sale. Przed zamkiem piękny, stary kościół. Dalej pełen uroku rynek z pięknym starym ratuszem i szeregami stylowych kamienic. Wszystko to składa się na obraz miasta mającego swój wyraz odrębny i zasługującego na to, by je zapamiętać.
(…) Rzecz jednak najważniejsza, o której wspomnieć należy w Kistrzyniu, to jest dawna twierdza, zbudowana w wieku szesnastym wśród błot w widłach Warty i Odry, a stanowiącą główne ongiś gniazdo oporu, chroniące Brandenburgię od wschodu. Mieliśmy sposobność ją zwiedzić. Widziałem w życiu różne i rozmiarami znacznie większe starodawne twierdze, zamki i fortyfikacje, ale bodaj nigdzie nie odniosłem wrażenia takiej siły obronnej, jak tutaj. Obronność miejsca, chronionego przez wodę i błoto, przepotężne, fantastycznej grubości mury, wymyślne, dowcipnie porozmieszczane strzelnice, przysadzisty, krzepki, a krępy zarys całości, podziemia, lochy, arsenały, wszystko to składa się na obraz fortecy, na owe czasy będącej wprost nie do zdobycia. (…)
... ile też takich Kistrzyniów, będących takimi arcydziełami i sztuki fortyfikacyjnej dzisiejszej, jak Kistrzyń, sztuki XVI-wickowcj zbudowano przeciw nam obecnie w ciszy? I co niemieckim twierdzom z żelazobetonu i stali przeciwstawić dziś możemy — my?”
Z zakończenia pracy Jędrzeja Giertycha - Kajakiem po Niemczech, Listy z podróży.: „Nie występuję tu z propagandą polsko-niemieckiego współdziałania. Niczego tu w ogóle nie propaguję i ograniczam się do wrażeń i wniosków turysty. Być może, że za miesiąc lub rok będziemy mieć z Niemcami wojnę. Stwierdzam jednak, że nie ma w tym nic niemożliwego, iż Polska i Niemcy hitlerowskie, mające wielu wspólnych wrogów i wiele wspólnych interesów, zdołają drogi swej polityki szczerze na pewien czas uzgodnić. Pisałem w sierpniu i wrześniu 1936 r. „.

*Igrzyska XI Olimpiady odbyły się w dniach 1-16 sierpnia 1936. Kajakarstwo po raz pierwszy w historii zadebiutowało w oficjalnym programie olimpijskim. Zawody zostały rozegrane w dniu 7 sierpnia 1936 r. W zawodach wzięło udział 24 zawodników z 12 państw i składały się wyłącznie z finału. Wystąpili polscy kajakarze: Antoni Bazaniak i Marian Kozłowski w konkurencji dwójki sztywne (K-2) na dystansie 10 000 metrów. Polska osada zajęła 11. miejsce z czasem 47:49,8 min, nie zdobywając medalu. Zawody odbyły się na torze regatowym - Regattastrecke Berlin-Grünau (nad jeziorem Langer See) w południowo-wschodniej części Berlina.
**Jędrzej Giertych – prawnik, polityk, dyplomata, dziennikarz, publicysta i ideolog ruchu narodowego.
*** W dniu 1 stycznia 1968 r. przy Oddziale PTTK „Celuloza„ KFCiP w Kostrzynie nad Odrą został utworzony Klub Żeglarski „DELFIN”. Na Walnym Zebraniu członków w dniu 1 października 1972r. Klub przekształcony został w Zakładowy Klub Żeglarski „DELFIN” przy Kostrzyńskich Zakładach Papierniczych w Kostrzynie n/O. W dniu 15 marca 1998 r. ponownie zmieniono nazwę Klubu na Zakładowy Klub Żeglarski przy Kostrzyn Paper S.A. w Kostrzynie n/O. Ostatecznie w dniu 18 kwietnia 2009 r. przyjęto nazwę: Klub Żeglarski „DELFIN” w Kostrzynie nad Odrą. Siedziba Klubu znajduje się na przystani wodnej Miejskiego Ośrodku Sportu i Rekreacji przy ulicy Sikorskiego 1.
**** Jamajka (Jamno), Ceylon (Czaplin), Porto-Rico, Sumatra (Sumice), Jawa, Saratoga (Zaszczytowo), Pensylwanja (Polne), New-York (Sążnica), Boston.
Wybrana literatura.
Fitzky Wilhelm, Wassersport in der Stadt an zwei Strömen, ( w:) Kreis - Kalender für den Heimatkreis Königsberg – Neumark 1970, s.148.
Giertych J., Kajakiem po Niemczech, Listy z podróży. Pelplin. b.r. ok.1936, s.92.
Dąbrowska M., Nowa Ameryka nad Wartą. Rocznik Chojeński. 2011.
Halczak Bohdan, OBRAZ ŚRODKOWEGO NADODRZA W 1936 R. W RELACJI POLSKIEGO TURYSTY, ROCZNIK LUBUSKI TOM XXVII, CZ. II, 2001, s.171-174.
Kalin Arkadiusz, Mit Ziem Odzyskanych w literaturze. Postkolonialny przypadek Ziemi Lubuskiej, Gorzów Wielkopolski 2019, s. 110.
Gazeta Nowa, Nr 189 (245). 27 -29 września 1991, Polski turysta na Środkowym Nadodrzu w 1936 roku. s.7. Wyboru dokonał i wstępem opatrzył Bohdan Halczak.
Opracował: Józef Piątkowski
Fot. 1,2. Przystań niemieckiego klubu wioślarskiego Cüstriner Ruder-Club, który powstał w 1883 roku. Początkowo przystań miesciła się przy ul. Uferstrasse (Nadbrzeżna). Około 1936 roku nowa przystań znajdowała się w pobliżu mostu na lewym brzegu rzeki Warty tzw. Winter Hafen (Przystań Zimowa - Brückenstrasse). Obecnie Sikorskiego 1.